niedziela, 13 maja 2018
Australijski WOT
Regional Force Surveillance Units (RFSUs) - trzy jednostki, każda wielkości batalionu, składające się w 90% z rezerwistów, które prowadzą regularne patrole północnych terenów Australii - rezerwiści podczas tych patroli zaliczają swoje "weekendowe" szkolenia.
czwartek, 10 maja 2018
Zetka lekarstwem na rurki
Ponieważ przez Facebooka zaś (nadużywanie "zaś" podobno świadczy o naleciałościach górnośląskich😆) przetacza się fala memów o przywróceniu Zasadniczej Służby Wojskowej... no to zaś 😉 się wypowiem :)
Zwolennicy zasadniczej służby wojskowej dzielą się w moim odczuciu na dwa obozy. Jeden to pokolenie starsze. Pokolenie, które samo doświadczyło „plusów dodatnich” oraz „plusów ujemnych” zasadniczej służby wojskowej i ze zrozumiałych względów ma do tego fragmentu swojego życiorysu ogromną nostalgię. Wiadomo nie od dziś, że nie ma większej przyjaźni niż koledzy z wojska i lepszych wspomnień, jak to, co „myśmy ze szwagrem w wojsku robili”. „Jeżeli ja mogłem/musiałem iść do woja, to dzisiejsza młodzież też powinna!” Taka trochę filozofia spod znaku „za moich czasów to…”.
Druga grupa opowiadająca się za służbą zasadniczą to ludzie nazwani przeze mnie roboczo „anty-rurkarze”. Są to młodzi ludzie (mężczyźni i kobiety, chociaż więcej chyba wśród nich przedstawicielek płci pięknej), którym w obecnym społeczeństwie przeszkadza nadmierne ich (moim zresztą też, ale ja jestem z ubiegłego stulecia) sfeminizowanie… Chodzi o metroseksualność współczesnych chłopaków. Upatrują oni w obowiązkowej służbie wojskowej panaceum na chłopców w jeansach-rurkach. Uważają, że to obowiązkiem armii jest wychować chłopców na mężczyzn i patriotów, którzy przecież w „rurkach” chodzić nie będą. Są przekonani, że jeżeli fan Justina Biebera poszedłby do wojska, to opuściłby koszary jako dumny fan co najmniej Sabatonu. Zapominają jednak, że podstawowym zadaniem wojska jest obrona kraju, a nie stylizowanie młodych ludzi.
Istnieją naprawdę niewielkie szanse, że chłopak, który mając 19 lat i w sumie dość ukształtowaną już osobowość i charakter nagle diametralnie zmieni się przez 6, 12 czy 18 miesięcy służby wojskowej. To na rodzicach spoczywa obowiązek wychowania młodego człowieka, to oni muszą dopilnować, aby ich dzieci nie były wychowywane przez Internet i ulicę. To szkoła musi uczyć i wpajać wartości obywatelskie i patriotyczne, a nie jedynie „realizować program”. Mam wrażenie, że zasadnicza służba wojskowa jest tutaj traktowana trochę jak „złoty środek”, który wszystko powinien naprawić, … gdyby był. Jego brak jest za to powodem tabunu „chłopców w rurkach” na polskich ulicach.
Obydwu frakcjom zwolenników przywrócenia ZSW brakuje jednego wspólnego elementu. Szczegółowej koncepcji, jak tego dokonać. Głośno krzyczą „przywróćmy”, ale cichną lub wręcz milkną gdy padają pytania: „no dobrze, ale jak?” Nie uświadczysz od nich zdecydowanych i konkretnych odpowiedzi na temat ilości poborowych, którzy mieliby zasilić polskie siły zbrojne. Czy to miałaby być 20-tysięczna, 50-tysięczna czy wreszcie jak za czasów świetności LWP 400-tysięczna armia? Jak to wojsko z poboru umieścić w strukturach WP? Jako osobne jednostki czy też wymieszać z zawodowym? Przypominam, że jeżeli potencjalny poborowy będzie miał stopień szeregowego, to automatycznie szeregowym zawodowym należałoby dać stopień co najmniej starszego szeregowego, a starszym szeregowym – kaprala. Mielibyśmy największą złożoną z kaprali armię na planecie Ziemia. No i gdzie są jakieś wolne koszary, w których poborowi mogliby zostać umieszczeni? Od kilku ładnych przecież lat w związku ze zmniejszeniem stanu osobowego armii mienie wojskowe jest wyprzedawane. A jeszcze nie słyszałem, żeby gdzieś w kraju wybudowano od podstaw nowoczesne koszary, które spełniałyby standardy obowiązujące na świecie w drugiej połowie XX stulecia.
Wojsko z poboru, tak jak czarno-biała telewizja i silnik dwusuwowy, odchodzą do lamusa. Tym, którzy służyli, pozostają fajne wspomnienia oraz koledzy z wojska, na których zawsze można liczyć. Są oczywiście kraje, gdzie ten model wyśmienicie się sprawdza, ale również zauważyć należy, że świadomość obywatelska w tych krajach stoi na zupełnie innym poziomie. Tak, mam tu na myśli Izrael. Zamiast więc tracić energię na próby reaktywowania czegoś, co w obecnej sytuacji politycznej nie ma racji bytu, sugerowałbym skupić się na tym, jak wychować naszą młodzież na wartościowych obywateli, na których ojczyzna będzie mogła liczyć bez względu na krój spodni. Bo to nie szata czyni cię Polakiem, ale to co masz w sercu.
PS. Chłopak w „rurkach” może pierwszy chwycić za broń, a zatwardziały zwolennik służby wojskowej dla każdego, może nie wyjść spod łóżka.
Żołnierz batalionu Parasol Krzysztof Kamil Baczyński, gdyby żył dzisiaj, byłby pewnie awangardowym artystą i kto wie,… pewnie chodziłby w „rurkach”.
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
Smoleńsk 8 lat później
Z okazji jutrzejszej rocznicy zadam, po raz kolejny to samo pytanie.
Pytanie na które nadal nie znalazłem racjonalnej odpowiedzi:
Dlaczego ci, wydawałoby się mądrzy
i wykształceni Generałowie,
doświadczeni żołnierze, zasłużeni działacze... elita Narodu, chciałoby
się rzec, jak te przysłowiowe barany wleźli WSZYSCY do jednego
samolotu?!
Kurde, ja znam małżeństwa, które na wakacje latają
osobnymi samolotami, żeby zminimalizować ryzyko osierocenia dzieci... a
tu proszę... żadnemu nie przyszło do głowy, żeby może pociągiem jechać... i nieważne czy był to wypadek, błąd pilota, zamach czy zderzenie z UFO.
Ich tam nie powinno tylu być!
Podejrzewam, że gdyby Prezydent był wtedy w dobrych stosunkach z Premierem, to szefa rządu też byśmy w Smoleńsku stracili...
Pozostaje tylko dziękować opatrzności, że do dyspozycji 36. SPLT nie było Airbusa A380, bo pewnie cały Sejm by sie zabrał na wycieczkę...
A dlaczego ta cholerna katastrofa smoleńska się za nami ciągnie jak smród
za śmieciarką?
Hipotetyczna sytuacja:
Na obchody rocznicy zakończenia II wojny światowej (czy tez z jakiegoś
innego powodu) do Berlina leci sobie prezydent Putin z powiedzmy
Ławrowem. Pech chce, że pod Poznaniem samolot się rozbija. Wszyscy giną.
Pytanie pierwsze: Jak szybko teren katastrofy jest otoczony kordonem przez Rosjan?
Pytanie drugie: Po ilu maksymalnie godzinach wszystko z terenu katastrofy poznańskiej (wrak, zwłoki, oraz okoliczne brzozy) są w drodze do Moskwy?
środa, 24 stycznia 2018
Wstąp do armii... mówili
Od
zawsze marzyła się mu służba wojskowa. Podczas kwalifikacji ogólnowojskowej
otrzymał kategorie zdrowia A i zdeklarował gotowość do wstąpienia do Wojska Polskiego,
a nawet chęć zostania żołnierzem zawodowym. W 2004 roku podczas Komisji
Wojskowej ponownie otrzymał kat. zdrowia „A” jednakże armia musiała poczekać aż
ukończy szkołę średnią i zda maturę. Wciąż bowiem uczęszczał do zasadniczej
szkoły zawodowej, po której chciał uczyć się dalej w szkole średniej.
Po
zdanej maturze otrzymał powołanie do zasadniczej służby wojskowej, która odbył
jako saper w jednej z brygad zmechanizowanych. Jego sumienna praca oraz służba
na rzecz kompani, batalionu, brygady, została nagrodzona przez dowódcę pochwałą.
Żołnierzem był zdyscyplinowanym, bezkonfliktowym, niesprawiającym problemów. Chciał
realizować swoje marzenia. Wkrótce – jak mu się wówczas zdawało – los się do
niego uśmiechnął. Otrzymał bowiem szanse
ukończenia kursu podoficerskiego dla rezerwy. Po jego ukończeniu postanowił, że
nie zmarnuje pieniędzy zainwestowanych w jego osobę przez Siły Zbrojne. Chciał
rozpocząć służbę zawodową. Jak jednak dobrze wiemy, aby ubiegać się o etat w służbie czynnej, podoficer rezerwy sam musi znaleźć sobie miejsce w jakiejkolwiek
jednostce wojskowej w kraju. Niby jasne, niby proste, niby fair. Jednak nie do
końca, albowiem tutaj zaczyna się jego prawdziwa epopeja. Większość stanowisk w
jednostkach jest zarezerwowana dla żołnierzy zawodowych - starszych
szeregowych, których macierzyste jednostki wysyłają się na kursy podoficerskie.
Zdarzają się niekiedy wolne etaty, ale z reguły szybko są obstawiane przez tzw.
ZIP-y (ziomków i przyjaciół) – żeby nie użyć słowa „plecak”. Szanse dla kogoś
takiego jak nasz bohater są niewielkie. Paradoksalnie, pomimo dość poważnej i
poszukiwanej w naszych jednostkach – w tym specjalnych i elitarnych,
specjalizacji sapera, nie mógł on znaleźć miejsca w żadnej jednostce wojskowej.
A przyznać trzeba że nie szukał jedynie w zasięgu wygodnego dojazdu z domu, czy
tez własnego województwa. W zasadzie był zdecydowany podjąć służbę, w
jakiejkolwiek jednostce wojskowej, o ile dana mu będzie szansa. Za swoim
miejscem w szeregach Wojska Polskiego zjeździł cały kraj, szukał przez
znajomych przez media społecznościowe i pocztę pantoflową. Pukał dosłownie do
bram każdej napotkanej JW od logistyki po komandosów, od radiotechników do czołgistów.
W trakcie swojej pogoni za marzeniem, od 2012 roku przemierzył niemal cała
Polskę, zaliczał kwalifikacje z ocenami pozytywnymi, przechodził szereg rozmów
z dowódcami, kadrowymi, ciągle słysząc teksty typu „odezwiemy się do pana”, „na
pewno coś dla pana znajdziemy”, „tak, bierzemy pana pańskie dokumenty, są
porządku, wysyłamy do departamentu kadr”, po czym często dowiadywał się, że jest
zwyczajny blef ze strony dowódców i S1 jednostek, a takowe zapewnienia i
obietnice, albo okazywało się, że nigdy nie miały miejsca i zapewne coś mu się
zdawało.
Ten tekst nie powstał z przestrogi, lecz z zapytaniem, dlaczego w tym kraju, gdzie wciąż mówi się o zwiększaniu potencjału i siły obronnej kraju, o budowaniu Wojsk Obrony Terytorialnej, pozostawia się takich ludzi, który chcą służyć w wojsku na lodzie? Po co inwestuje się i marnuje pieniądze podatnika, oferując ludziom tego typu kursy, jeśli potem pozostawia się ich bez szans na służbę, bez jakiejkolwiek pomocy czy porady? Bohater tej historii często w WKU odprawiany był z kwitkiem, bowiem ludzie w tam pracujący, nie za bardzo wiedzieli, co zrobić z młodym, wysportowanym, wyszkolonym i inteligentnym podoficerem rezerwy o dość wrażliwej w naszych czasach specjalności saper, gdy ten zgłaszał swoją chęć odbycia wszelakich szkoleń, a nawet chciał wstąpić do NSR. Ludzie, których podstawowym zadaniem w Wojsku Polskim powinna być rekrutacja wartościowych i potrzebnych Siłom Zbrojnym osób nie byli w stanie zaproponować naszemu bohaterowi niczego. Nawet służby w NSR. Od instytucji, które w czasach armii zawodowej winny stanowić coś na miarę biur rekrutacyjnych słyszał zwykle: „no wie pan, na dziś nie mamy nic z pańska specjalnością” i był zwyczajnie zbywany jak upierdliwy klient w Biedronce. W zapewniających że są „Zawsze blisko”, tworzących się właśnie (czytaj: prowadzących zaciąg i rekrutację) Wojskach Obrony Terytorialnej również nie otrzymał wiele pomocy, gdyż pomimo wysłania tony swoich dokumentów oraz tuzina rozmów kwalifikacyjnych etat z reguły otrzymywał ktoś inny – nawet gorzej przygotowany merytorycznie i formalnie.
Dziś nasz bohater zapewne wybierze drogę do Legii Cudzoziemskiej, gdyż nadal chce nosić mundur, nadal chce służyć w armii, chce się rozwijać, podnosić swoje kwalifikacje, szkoda tylko, że już pod inna flagą.
Nie
nazwę go zdrajcą, nie nazwę go najemnikiem, bo każdy człowiek ma prawo do
szczęścia,
i powinien do niego dążyć. Każdy zasługuje na to żeby dać mu szanse. On naszej
armii daje szanse od lat, armia jemu? Nie dała żadnej.
Prawdopodobnie wsiadając do samolotu do Francji jeszcze stanie na schodkach i obejrzy się za siebie – z nadzieją, że jednak dane mu będzie założyć polski mundur….
piątek, 24 listopada 2017
Mural...
Od paru dni, zaglądając na FB widzę to zdjęcie, co najmniej 3 lub 4 razy
podczas jednego tylko przewinięcia głównej strony Facebooka – tzw.
feed’u
„Powstańczy” mural z Łomianek to ewidentnie hit Internetu i
żywy przykład indolencji historycznej decydentów… oraz tych, którzy dla
nich pracują.
Niestety, ale uważam, że ten żenujący poziom wiedzy
historycznej młodego pokolenia (cholera, czy ja właśnie uznałem się za
to „starsze pokolenie”? Damn it! No cóż – tempus fugit i tego nie
zmienisz…), to w dużej mierze NASZA wina...
Ależ, dlaczego - zapyta jeden z drugim! Jak to moja wina? Ja się nie poczuwam…
Ano tak. Nikt nikogo za rękę nie złapał i nikt nikogo personalnie nie
obwinia, ale to, że obecna młodzież wie o naszej historii tylko to, co
wyczyta na kwejku i na demotywatorach, zobaczy na memach to efekt
naszego zaniedbania edukacyjnego sprzed kilku lat.
Paradoksalnie,
nawet za komuny (socjalizmu mniej lub bardziej realnego) – ustroju z
definicji internacjonalistycznego ogromna wagę przywiązywano do
wychowania patriotycznego, do kształtowania postaw obywatelskich.
Potem przyszła wolność, demokracja, a wkrótce po niej moda na
„integracje europejską”. Patriotyzm przestał być modny, wypadł z obiegu,
nauka historii przestała być potrzebna. Polacy tradycyjnie popadli z
jednej skrajności w druga. Przestano wywieszać flagi, zajęto się
robieniem biznesów i składaniem wniosków o dotacje europejskie…
przestano czytać książki, a w szkołach spadła ilość godzin historii…
nawet na uczelniach wyższych pojawiły się kierunki naukowe „Integracja
europejska”. Polskość nie była może w odwrocie, ale stanowczo przestała
być modna a już na pewni jej publiczne okazywanie i zainteresowanie
historia kraju stało się passe…
Jak jednak wszyscy wiemy - natura
nie znosi próżni i wkrótce brak oficjalnego zaangażowania w
kształtowanie postaw patriotycznych zastąpił ten nieoficjalny - drugiego
obiegu? Ułatwiło to pojawienie się takich narzędzi jak Neostrada, która
Internet z medium quasi-elitarnego sprowadziła pod przysłowiowe
strzechy. Globalna siec ze strumienia wymiany opinii wiadomości i
informacji stała się rynsztokiem, w którym obok złotych rybek i
diamentów płynęło i płynie całe gówno tego świata…
I właśnie z tego
rynsztoka zmuszeni byli czerpać wiedze przedstawiciele pokolenia, które
kilka lat temu wkroczyło w dorosłość… niektórzy nazywają ich
Millenialsami inni – tacy jak ja – Dziećmi Neo… to są właśnie ludzie, o
których edukacji zapomnieliśmy zajęci sobą, własnymi karierami i
wnioskami o dotacje… pierwsze pokolenie ludzi, których w całości niemal
wychował dany im na Gwiazdkę przez rodziców Internet… memy, demoty i
kwejki… o z nich czerpali i czerpią nadal wiedze o świecie i na nich
budowali i nadal budują swoje postawy, poglądy i opinie… Oni czuli
podświadomą potrzebę zdobycia tej wiedzy, ale nikt im jej nie miał czasu
przekazać…wiec zdobyli sobie ja sami … i mamy, co mamy… trudno się
potem dziwić, że powstają tak kretyńskie murale, a dzieciarnia nosi na
koszulkach, czapkach i kurtkach hasła naszywki i przekazy, których
genezy i znaczenia nie rozumie i nie zna… Bo i po co? Przecież Internet
akceptuje tylko to co chwytliwe… przyciągające wzrok i uwagę. Ważna jest
forma – treść już nie bardzo…
Efekty? Przykłady?
Młode –
dwudziestokilkuletnie małżeństwo podczas zwiedzania z kilkuletnim
synkiem muzeum na ORP Błyskawica nie potrafi wyjaśnić synowi co oznacza
skrót ORP…
Nastolatek spoglądający na wystawiony w gablocie mundur admirała Karwety rzuca "dowcipnie": Oj ktoś nie dbał o mundur...
Młody ociec oprowadzając synka po pikniku militarnym, z mądrą mina
mentora, na Rosomaka oraz na armatohaubice Dana mówi czołgi…
Sami sobie ich wychowaliśmy… a raczej wychował za nas Internet…
poniedziałek, 30 października 2017
Tekst, za który Facebook dal mi bana na 24h
#kangurzaperspektywa
Polska nie jest ani krajem Nowego Świata (gdzie każdy jest imigrantem, bo każdy
skądś przyjechał) ani krajem, który miał w przeszłości kolonie. Kraje
posiadające niegdyś kolonie miały dziesiątki jak nie setki lat (Brytyjczycy
siedzieli w Indiach i Pakistanie 400 lat!) na oswojenie się z
multikulturowością... Przez te lata rodzili się biali Brytyjczycy, którzy nigdy
nie byli w Wielkiej Brytanii - rodzili się i umierali w koloniach wśród
Hindusów, muzułmanów, Zulusów czy też Indian. Wojsko służyło w krajach
kolonialnych, niby u siebie, a jednak wśród obcych, często rdzenni mieszkańcy
kolonii za zasługi nadawane mieli przywileje i osiedlali się w kraju, który ich
skolonizował (Gurkhowie, hinduscy Pandici). Te procesy, a co za tym idzie, stopniowe
oswajanie się ze współistnieniem z innymi kulturami na wspólnej płaszczyźnie
jednej państwowości trwało lata.
Polska w tym czasie albo nie istniała, albo walczyła o zachowanie tożsamości narodowej i niepodległości. Nas te procesy ominęły. Mimo paru okazji i dużych chęci nie dorobiliśmy się własnych posiadłości zamorskich. Nie mieliśmy więc szansy na wykształcenie świadomości multikulturowej.
Zarówno za czasów I Rzeczypospolitej (tej Obojga Narodów), jak i w 20-leciu międzywojennym byliśmy krajem wielonarodowym, ale raz, że w okresie przedrozbiorowym nie istniało de facto coś takiego jak poczucie przynależności narodowej, a dwa, to w tej wielonarodowości nie było nigdy żadnej egzotyki (no może poza Żydami czy Tatarami). Ot, Białorusini, Niemcy, trochę Litwinów, Ukraińcy i Rosjanie – generalnie wspólny krąg kulturowy.
Po drugiej wojnie światowej natomiast, staliśmy się krajem niemal jednolitym etnicznie, a Żelazna Kurtyna i brak swobodnej możliwości podróżowania poza Blok Wschodni jeszcze tę jednolitość zabetonował izolując nas od wszelakiej egzotyki i kultur naprawdę odmiennych od naszej. Teraz każą nam w ciągu kilku lat zmienić mentalność społeczeństwa na taką, której wykształcenie krajom takim jak Francja, Anglia, Niemcy, Holandia, Portugalia czy Hiszpania zajęło stulecia. W Polsce mężczyzna w turbanie czy kobieta z nikabie lub burce nie tyle wzbudzi wrogość, co zwykłą ciekawość. Przecież jeszcze 10-12 lat temu ludzie oglądali się za murzynami na ulicy. Nie dlatego, że byli rasistami czy ksenofobami, ale dlatego, że murzyna to oni dotychczas w telewizji widzieli!
Po 1989 roku, a w szczególności
po wejściu naszego kraju do Unii sporo się zmieniło, Polacy na szerszą skale
zaczęli podróżować, emigrować, poznawać nowe kultury, jednak dla sporej części
społeczeństwa źródłem wiedzy o Islamie i muzułmanach (nie „muslimach”!) nadal
pozostają media – TV, prasa oraz Internet. A jaki obraz islamu przez ostatnie
lata przeważał w mediach? Zamachy terrorystyczne (11 września 2001, londyńskie metro, Madryt,
Paryż i wiele innych), rebelie, demonstracje zwolenników szariatu, sceny
egzekucji – obcinania głów, palenia żywcem, topienia. To przede wszystkim
pokazywano Polakom, jako współczesny Islam. Do tego dochodziły ofiary
śmiertelne oraz ranni żołnierze polskich misji wojskowych, misji, w których
walczyli z islamistami. Taki obraz „krwiożerczych” muzułmanów wykreowały w
Polsce zarówno media, jak i sami muzułmanie zarówno ci z rejonów objętych działaniami zbrojnymi, z
rejonów kontrolowanych przez talibów, al-Kaidę i Państwo Islamskie bojownicy
Proroka, jak i ci osiedleni już w krajach zachodnich emigranci, którzy nagle
postanowili zostać „samotnymi wilkami dżihadu”.
To właśnie dzięki nim i ich kreacji w mediach wyznawcy Allacha są dzisiaj w
kraju na Wisła odbierani i postrzegani tak a nie inaczej.
Chciałbym się mylić, ale od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ogromna część społeczeństwa w mojej kochanej Ojczyźnie podświadomie lub z pełna premedytacja pragnie, aby ktoś – jakiś uchodźca/imigrant/ islamista/ciapaty (swoją droga skąd wyście wytrzasnęli to określenie?! Czy ludzie z Bilskiego Wschodu są w ciapki, żeby ich ciapatymi określać – co oni? Lamparty? Chorowaliście jak na plastyce w szkole kolory przerabiano?) Więc pragną oni– ci rodacy moi ukochani, aby ktoś z grupy określanej ww. określeniami wreszcie dokonał jakiegoś zbrodniczego czynu, gwałtu na osobie lub społeczeństwie polskim, akt terroru jakikolwiek na terenie Rzplitej popełnił. Aby mogli oni z pełną satysfakcja wykrzyczeć w mediach, skądinąd społecznościowych: „Azaliż czyż racji nie mieliśmy zawczasu przed ta hołotą bisurmańską ostrzegając?!” Z niecierpliwością na akt taki wyczekują i z satysfakcja opiewać go będą, gdy taki – opaczności nie dopuść – nastąpi. Widać to było chociażby po żalu, jaki spomiędzy wersetów pism zaangażowanych wyciekał, że sławetne Rimini, gdzie polska para nieopisanej tragedii doznała, gdzieś pod Ustką nie leży, bo z używania sobie nad jakimś kurortem we Włoszech, którego połowa pismaków niezależnych wskazać na mapie bez Googla nie potrafi satysfakcji żadnej a i kapitał propagandowy znikomy…
My wręcz czekamy na jakiś fundamentalistyczny zamach w naszym kraju… pragniemy go… chcemy pokazać jak to nasza młodzież światła i zdyscyplinowana z najazdem bisurmańskim sobie poradzi… husaria ortalionowa tupta z niecierpliwością, stópkami w glany obutymi przebiera, ręce na kijach baseballowych zaciska, a tu nic…kicha, pustka, smuta wielka… z żalu Hindusów bić zostaje, bo Syryjczyka ani widu ani słychu…
Jest tez jednak druga strona medalu – ci, którzy w każdym wypadku drogowym, pobitej żonie czy molestowanym mężu, zgwałconej dziewczynie czy zadźganym nożem chłopaku, okradzionej babci czy zamordowanym listonoszu – słowem w każdej ofierze każdej kryminalnej, bestialskiej i bandyckiej aktywności najniższych – rynsztokowych chciałoby się rzec, elementów społeczeństwa wypatrują białorasowej, inkwizycyjnej, nazistowskiej wręcz brutalności. Wyczekują wręcz aż jakiś rodzimy – biały przecież – a jak biały to zapewne katolik – zabije, zamorduje, zgwałci lub pobije… w sumie kogokolwiek byleby z jakimś pseudo patriotycznym okrzykiem na ustach,…bo to im z kolei da oręż w walce z tymi pierwszymi… ze to nie tylko „ci ciapaci,” ale nasi rdzenni narodowi też… i nie tylko „też”, ale może nawet „przede wszystkim”! Tak jak jak ci pierwsi szukają dowodu na racjonalność swoich rasowych lęków, tak ci drudzy doszukują się znamion terroryzmu w każdym wpisie do kroniki kryminalnej... I smutno się robi, gdy człowiek pomyśli, że obie te strony czekają w utęsknieniem na śmierć przypadkowych ludzi, aby móc dowieść swych racji…
sobota, 12 sierpnia 2017
Polska vs. Matka Natura
![]() |
| Interia.pl |
W Suszku, w województwie
pomorskim przebywali harcerze z łódzkich okręgów ZHR, 140 dzieci i 30
opiekunów. Był to trzytygodniowy obóz; dzieci miały przebywać na nim do 16
sierpnia. W wyniku wczorajszych nawałnic obóz został zniszczony i odcięty od
świata przez tarasujące drogi drzewa. Drzewa zaczęły się przewracać na namioty,
została zarządzona szybka ewakuacja, odbywała się w bardzo trudnych warunkach, pomiędzy
spadającymi drzewami. Ekipy ratunkowe dotarły do obozowiska interia.pldopiero ok. 4 nad
ranem. Śmierć poniosło dwoje harcerzy w wieku 13 i 14 lat. Dzieci zmarły w
wyniku obrażeń doznanych w efekcie nawałnicy: przynajmniej jedno z nich
przygniotło drzewo, które upadło na namiot.
Oczywiście dzisiaj się zaczyna -
szukanie winnych szukanie kozłów ofiarnych.
Takie to, kuźwa, polskie!
Na całym bożym świecie, gdy
przychodzi naturalny kataklizm lub żywioł, to średnio ogarnięty zjadacz chleba
lub pobieracz zasiłku wie, że to w sumie niczyja wina, bo na to nie ma silnych
i odpornych
i w milczeniu Naród zabiera się do sprzątania strat, opłakiwania ofiar i zastanawiania, co poprawić w zabezpieczeniach żeby następnym razem było... mniej sprzątania i mniej ofiar.
i w milczeniu Naród zabiera się do sprzątania strat, opłakiwania ofiar i zastanawiania, co poprawić w zabezpieczeniach żeby następnym razem było... mniej sprzątania i mniej ofiar.
A Polacy się, kurwa, zaczynają
kłócić...
”A gdzie był WOT (jakby salwa z
MSBS-ów powstrzymała nawałnice!)”
„A czemu Szyszko jakiejś wycinki,
przecinki na drodze nawałnic nie zarządził, co by obalaniu drzew zapobiec?!”
„A czemu łuni w ogóle tam byli,
czemu nie słuchali Ekoradia w Lecie z Radiem - przecie zaleski mówił!"
Słowem „sami se byli winni i
powinni iść siedzieć :/ wszyscy! A najlepiej Tusk z Kaczyńskim, Kukuła z WOT i
pewnie jeszcze pogodynka z RMF FM...!
Bo tera, to panie oni z MOICH
podatków to będą sprzątać… MOICH! – To jest akurat mój ulubione stwierdzenie –
jakby bez podatków płaconych przez przeciętnego Janusza Internetu (z
pierdyliardem odliczeń, zwolnień ulg i zwrotów!) budżet się załamał…
Mam wrażenie, że gdybyśmy, jako
nacja, mieszkali na Florydzie, to po każdym huraganie byłyby wybory
parlamentarne zamiast akcji ratunkowej – bo przecież ktoś jest winien!
Byłem wczoraj w Trójmieście -
wieczorem - była piękna pogoda - oglądaliśmy Aerobaltic
w Gdyni. W drodze do Gdyni jak i
w drodze powrotnej z Gdyni, słuchałem radia - tak opowiadali o nawałnicach, ale
w łódzkim, w kujawsko- pomorskim w mazowieckim. Nic, powtarzam NIC o pomorskim.
Dopiero jadąc na południe Obwodnica Trójmiasta (ok. 23:30) widziałem błyski
daleko na południu - ale żadnego deszczu nawet żadnego wybitnego wiatru – ot,
widok burzy przechodzącej gdzieś w oddali... Jebło dopiero około północy w
Pruszczu Gd. - ulewa, wiatr, pioruny,
grzmoty, brak prądu. Jakoś nikt nas w komunikatach meteorologicznych nie
przestrzegał przed nawałnica w pomorskim, a już na pewno nie na Żuławach. Skąd
wiadomo jakie komunikaty były w Chojnicach?
I czy obozowisko w lesie w ogóle
miało dostęp do informacji w czasie rzeczywistym - może opierali się na własnej
obserwacji pogody - ja na takie obozowiska Internetu nie zabieram...
A nawet jeśli... to opowiem Wam
historyjkę z kraju innego - dalekiego.
W 2009 roku, w australijskim
stanie Victoria szalały pożary buszu, w których łącznię zginęło 173
osoby...tragedia na skale dotychczas w tym kraju niespotykaną... dlaczego do
tego doszło? Przecież pożar buszu to nic nowego w kraju Down Under…,
Busz palił się tak radośnie, tak
chętnie i tak szybko, bo jakiś czas wcześniej Partia Zielonych zablokowała
decyzje o kontrolowanym wypalaniu buszu przez Straż Pożarną, gdyż te operacje
zagrażały żywotności jakiegoś robaczka czy innej jaszczurki co to tam w tej
trawie żyła. Przypomina wam to coś? W rezultacie takiego zarządzania warunków
pogodowych oraz paru kretynów o
skłonnościach ludobójczych, ludzie płonęli żywcem w samochodach, bo ogień je
doganiał...
W marcu 2009 - już po tych
wydarzeniach miałem okazje być w miasteczku, które ogień dosłownie zjadł...
ludzi umarli - spłonęli w łóżkach, na schodach werand i w samochodach... pada
tutaj typowo polskie pytanie DLACZEGO I KTO ZAWINIŁ?! Otóż według wszelkich,
nowoczesnych komunikatów meteorologicznych, to miasteczko ogień miał ominąć i
to szerokim łukiem... wiec go nie ewakuowano... tylko, że matka natura
postanowiła te decyzje zmienić o jakiejś 3 nad ranem
i właśnie wtedy jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki wiatr zmienił kierunek i ogień skręcił... w
kierunku śpiącego miasteczka, a przy swojej prędkości był w stanie doganiać
uciekających ludzi - cholera nawet samochody doganiał...
Przyroda jest nieprzewidywalna...
w swym żywiole jest niepowstrzymana, a komunikaty meteo to jak reklama
totolotka w TV - wiesz, że będzie kumulacja ,ale gdzie i jaka to już dowiesz
się po czasie, że to ty jesteś przegranym….
Subskrybuj:
Posty (Atom)


